=======================================

piątek, 20 listopada 2009

Radosne 'Hail' w świetle jupiterów

Rok 1940. Mojego dziadka, podobnie jak wielu innych urzędników polskiego banku, zabierają do obozu. Mauthausen-Gusen. Mój tata ma wtedy 2 lata.

Rok 1942. Mam przed oczyma takie zdjęcie: wysoka, czarno ubrana kobieta, z odchyloną woalką, biała chusteczką przy zapłakanych oczach. Zastygła w bolesnej pozie nad świeżo wykopanym grobem. Obok mały chłopczyk w śmiesznej czapeczce i przydługim płaszczyku. Wielkie oczy utkwione w czarnym dole.

Moja babcia późno wyszła za mąż, niedługo cieszyła się wspólnym szczęściem. Przez resztę życia była sama. Łzy nosiła w oczach 40 lat - "Boże, jak on mnie kochał" często mówiła do mnie płacząc.

Mój dziadek zginął, bo ludzie pozdrawiający się podniesieniem ręki z okrzykiem 'Hail' uznali, że są lepsi od innych.


***

Rok 2009. Święto Niepodległości. Za zgodą władz nielegalna organizacja świętuje w centrum stolicy mojego kraju. Jej członkowie, którzy uważają, że są lepsi od innych, dziarsko maszerują ulicami miasta, wznosząc w górę ręce tym samym, śmiercionośnym gestem. Chroni ich policja. Aresztuje za to tych, którzy przeciwko temu 'Hail' w sercu Polski protestują.
Nieopodal prezydent mojego kraju dużo mówi w swoim świątecznym przemówieniu o tożsamości, narodowej pamięci, odwadze. O faszyzmie milczy.

Inni politycy i oficjele też milczą.

Prezydent stolicy mojego kraju nie milczy. Powie dzień później: "Każdy ma prawo demonstrować swoje poglądy".

A mnie wyrasta przed oczyma czarno odziana postać kobieca, zastygła w bolesnej pozie.
I mały chłopczyk w śmiesznej czapeczce i przydługim płaszczyku.
Miliony takich kobiet...
Miliony takich chłopczyków...